Historia

DZIENNIK PRERII – historia oazy w Kobiernicach. 







Rok Wielkiego Manitou 1998 do 2000 przynosi wielkie zmiany w dolinie położonej na lewym brzegu bystrej wody (blade twarze nazywają ją Sołą), u podnóża świętych gór Beskidów. Szczepy, zamieszkujące te tereny, takie jak Kamieniec, Górki, Zawodzie, postanowiły większą uwagę zwrócić na rozwój duchowy swoich społeczności. W tym celu wodzowie tychże szczepów rozkazali swoim braciom i siostrom stworzyć grupę, która zajmowałaby się upiększaniem uroczystości ku czci Wielkiego Manitou. Kiedy bystra woda stawała się coraz chłodniejsza, a drzewa jarzębiny zaczęły przybierać kolor zachodzącego słońca, Wielki Kapłan Twarda Ręka (w języku bladych twarzy ksiądz Marek) wypalił fajkę pokoju z wojownikiem o imieniu Wilcze Łyko (u bladych twarzy Jacek Droździk). Uradzili oni, że stworzą plemię o nazwie Oaza, które będzie swoim śpiewem i modłami sławić Wielkiego Manitou. 

W dni poprzedzające uroczystości paciorkowe (u bladych twarzy różaniec) zjechali się młodzi wojownicy na pierwsze spotkanie, które odbyło się w wigwamie Wielkiego Kapłana Twardej Ręki. Na to spotkanie przybyły na swoich rumakach piękne i czarujące squaw: Biały Orzeł (Basia Baścik), Spokojny Gołąbek (Teresa Baścik), Gorące Serce (Magda Baścik), Płatek Róży (Asia Harężlak), Ostra Strzała (Ania Pławecka), Zadumany Poranek (Bożena Pławecka), Bystre Oko (Ewa Rodak). Po przywitaniu i zapaleniu fajki pokoju piękne wojowniczki postanowiły zakopać topór wojenny i oddać się medytacjom oraz śpiewom na cześć Wielkiego Manitou.

Tak mijały dni, tygodnie, miesiące, w których plemię zwane Oazą prowadziło rozliczne modlitwy i śpiewy, aż nadszedł dzień, w którym to wszystkie plemiona gromadzą się w wigwamie wybudowanym na cześć Wielkiego Ducha, by uczcić dzień Jego narodzin. 

Wieczorem, gdy na niebie ukazał się znak Wielkiej Niedźwiedzicy, a pobliskie święte góry były mocno obsypane białym puchem (który to blade twarze nazywają śniegiem), Wielki Kapłan Twarda Ręka zaczął nawoływać wszystkich, dając znaki dymne. Całe plemię spotkało się na uroczystej wieczerzy, gdzie dzielono się chlebem oraz innymi plonami, którymi Matka Ziemia ich obdarowała. Po wieczerzy wszyscy udali się na modlitwy i śpiewy, które były wyrazem radości z narodzenia się Ducha miłości i pokoju. 

Kiedy długa zima zaczęła powoli opuszczać dolinę, a ciepłe wiosenne powietrze coraz bardziej ogrzewało stoki świętych gór, plemię zaczęło powoli przygotowywać się do Świąt Wielkiej Nocy, kiedy to dobro zwycięża zło i daje nadzieję na wieczną radość. 

Społeczność plemienna pod czujnym okiem Kapłana Twardej Ręki na nowo przeżywała walkę dobra ze złem, uczestnicząc w nabożeństwach pokutnych, aby jak najlepiej przygotować się do tego wydarzenia, które wkrótce miało nastąpić.

Po 40 dniach modlitwy, umartwiania się i postu nadeszła tak długo oczekiwana Wielkanoc. Kiedy słońce schowało się za święte góry, plemię spotkało się w świątyni Wielkiego Manitou, aby radować się ze zwycięstwa Dobra nad Złem. Po uroczystościach nastąpiła wspólna zabawa i czas, który trzeba było dobrze wykorzystać, aby móc cieszyć się z nadchodzących dni ciepłego i pełnego słońca lata. 

Latem społeczność plemienna zawiesiła swoją działalność na okres dwóch miesięcy, aby móc odwiedzić w tym czasie swoich bliskich i nabrać siły do dalszych działań.

Nie minęły jednak dwa miesiące, kiedy wojownik Wilcze Łyko, schodząc południowym kanionem świętych gór, zaczął nawoływać swoich współplemieńców do spotkania się jeszcze przed świętem plonów na naradzie dotyczącej dalszej działalności. Spotkanie odbyło się 60 dni po Nocy Świętojańskiej. Ustalono jednomyślnie – działalność musi być dalej oparta na modlitwach i śpiewach. Spotkanie zakończono wspólnymi modłami do Wielkiego Ducha. 

Rok Wielkiego Maniotu 2000/2001 rozpoczęto późnym latem i był to rok, w którym społeczność plemienna poprawiła swój kunszt w śpiewaniu. Plemię wzbogaciło się o dwie nowe squaw o wdzięcznych imionach Słońce Porąbki (Marzena Kotańska) oraz Kwitnący Kwiatuszek (Monika Gawlik). Słońce Porąbki przybyło zza bystrej wody, ku rozpaczy wszystkich wojowników tamtejszego terenu, a ku uciesze plemienia zwanego Oazą. Kwitnący Kwiatuszek to siostra Krzyczącej Łani (Marta Gawlik), która mimo młodego wieku została przyjęta do społeczności plemiennej jednogłośnie przez wojownika Wilcze Łyko. 

Mijały dni, miesiące, a plemię śpiewało, modliło się i oczekiwało na nadejście wiosny. Wtedy to Kapłan Twarda Ręka oznajmił, że blade twarze łamią pakt o nienaruszalności granic, zabijają zwierzynę i bezczeszczą święte miejsca. Późną wiosną rozpoczęto przygotowywania do wyprawy mającej wyjaśnić te pogłoski. Piękne squaw zaczęły sprawdzać naciągi w swych łukach i ostrza swoich tomahawków. Gromadziły też zapasy żywności. Początkiem lata wyprawa była już gotowa i pozostało tylko oczekiwać, aż Wielki Manitou ześle pogodę sprzyjającą wyjściu na tereny świętych gór. W połowie lipca, gdy słońce weszło w znak lwa, wyprawa ruszyła. Na czele wyprawy stanął wojownik Wilcze Łyko. Wyprawa była pierwszym wyjściem w góry całego plemienia. Wchodząc na szczyt góry Żar postanowiono odpocząć i posilić się. Po posiłku wyruszono dalej, w stronę góry zwanej Kiczerą. Oczarowani pięknem krajobrazu członkowie plemienia ruszyli dalej w stronę Wielkiego Cisownika i Przełęczy Isepnickiej, gdzie odmówiono Anioł Pański. Po modlitwie wyruszono dalej, w stronę Przysłopu, uważnie wypatrując śladów bladych twarzy. Na łąkach Przysłopu członkowie plemienia rozpoczęli przygotowywanie posiłku. Kiedy wszyscy w spokoju i ciszy spożywali posiłek, córka wojownika Wilcze Łyko, imieniem Nierozważny Pączek (Martyna Droździk), dla której była to pierwsza wyprawa w święte góry, postanowiła sama przegonić ogromną, zieloną bestię o straszliwych oczach, którą to blade twarze nazywają żabą. Kiedy zbliżyła się do bestii, upadła do pobliskiego bajorka z błotem. Swym krzykiem przywołała wszystkich. Wojownik Wilcze Łyko powycierał ją swoją koszulką, lecz niestety bez widocznego efektu. Oklejona błotem Nierozważny Pączek ruszyła w dalszą drogę. Mijając szczyt Jaworzyny zauważono ślady bladych twarzy, które jednak zamiast atakować, zaczęły uciekać. Dopiero po chwili zrozumiano przyczynę – wojenny makijaż córki wojownika Wilcze Łyko. 

Kiedy słońce zaczęło chylić się ku zachodowi, plemię dotarło do źródełka pod Kościelcem i mogło umyć Nierozważnego Pączka. Niestety ubranie nie nadawało się już do noszenia i Krzycząca Łania oddała swoje ubranie swej małej siostrze. Cała drużyna dotarła do swych wigwamów o zmierzchu i poinformowała Kapłana Twarda Ręka o wykonaniu zadania. Po wyprawie rozpoczął się letni wypoczynek. 

Rok Wielkiego Manitou 2001/2002 rozpoczęto ogniskiem, przy którym sporządzono strawę, którą blade twarze nazywają duszonkami. Podczas spotkania ustalono plan działania na bieżący rok i postanowiono, że powołana zostanie do życia nowa wspólnota – Dzieci Wielkiego Manitou. W uchwale zapisano, że najmłodszymi członkami plemienia opiekować się będą dwie piękne i dzielne squaw: Biały Orzeł i Spokojny Gołąbek. Działalność tej wspólnoty miała być oparta na przygotowaniu do celebracji bratania krwi, która miała nastąpić po uzyskaniu wieku gimnazjalnego.

Wspólne modlitwy i śpiewy plemienia Oaza coraz częściej słychać było w dolnych partiach doliny. Dotychczas tamtejsze plemiona nie były zaangażowane w działalność wspólnoty oazowej. Najlepszym tego znakiem było dołączenie do grupy córki wielkiego wodza Dolnych Kobiernic – Jasnego Umysłu (Gosia Stępień). Żyła ona do tej pory w silnie strzeżonym wigwamie otoczonym wysokim ogrodzeniem wykonanym przez współplemieńców celem uchronienia przed miłosnymi zakusami wojowników innych plemion. Jednak od tej pory Jasny Umysł mocno zaangażowała się w działalność wspólnoty plemiennej, a z biegiem czasu stała się jej silną podporą. 

Minęło kilka miesięcy. Wspólnota poprzez śpiew i modlitwę na nowo odkrywała radość z życia. Nadeszła Noc Świętojańska. Kiedy ogniska zaczęły płonąć na szczytach świętych gór, wiadomo było, że nadchodzi okres, w którym każdy czerwonoskóry udaje się na odpoczynek. Zanim jednak moment ów nadszedł, należało jeszcze złożyć hołd świętym górom. 

30 dni po Nocy Świętojańskiej ruszyła wyprawa, którą pobłogosławił i wspomógł finansowo Wielki Kapłan Twarda Ręka. Trasa wyprawy wiodła zachodnimi stokami, przez szczyt Hrobaczej Łąki, gdzie zatrzymano się na odpoczynek oraz posiłek. Po posiłku wyruszono dalej, na przełęcz Panienki, gdzie odmówiono modlitwy. Później członkowie wyprawy ruszyli na Przegibek, z którego trzeba się było wspiąć na szczyt Magurki. Podczas ciężkiej wspinaczki posilano się darami Matki Ziemi. Kiedy wojownik Wilcze Łyko najadł się już do syta, stwierdził, że trzeba powiedzieć stanowcze „NIE” wyjadaczom borówek, bo inaczej wyprawa nie skończy się wcześniej, niż za dwa zachody słońca. 

Docierając do szczytu Magurki członkowie plemienia zauważyli wiele niezorganizowanych grup bladych twarzy, które – jak się później okazało – były bardzo pokojowo nastawione. Chcąc im również pokazać swe przychylne nastawienie i zapewnić, iż członkom szczepu przyświeca Duch Mądrości Wielkiego Manitou, rozpoczęto śpiewy, wielbiąc dobroć Pana i dziękując za miłość, którą wszystkich otacza.

Dalszy szlak prowadził na najwyższy szczyt zachodniego grzbietu świętych gór – Czupel, a kierując się w dół wojownicy dotarli do osady, którą blade twarze nazywają Czernichów. 

Tuż po święcie plonów wojownik Wilcze Łyko wraz z grupą wojowniczek rozpoczął przygotowania do wyprawy w rejon Baraniej Góry. Po zgromadzeniu potrzebnych zapasów i pieniędzy, których nie szczędził Wielki Kapłan Twarda Ręka, wyprawa była gotowa. Wyruszono wczesnym rankiem przed wschodem słońca. Przybyli wszyscy prócz Białego Orła (Basia Baścik). Gdy wszyscy zastanawiali się, co się stało, z mgły wyłoniła się postać na dziwnym metalowym rumaku, zwanym przez blade twarze rowerem. Postać zbliżała się dosyć szybko, a gdy była już w odległości dwóch, trzech skoków pantery okazało się, iż jest to Biały Orzeł w stroju, który blade twarze nazywają piżamą. Biały Orzeł oznajmiła, że będzie oczekiwać na swych współplemieńców w Żywcu, ponieważ nie zdążyła jeszcze umalować swej twarzy w barwy wojenne. Tak oto wyruszono bez Białego Orła w stronę Bielska, gdzie oczekiwał wszystkich wojownik Nocny Jastrząb (Tomek), który postanowił wyjść z jaskiń świętych gór, aby dołączyć do plemienia Oaza. 

Po dotarciu w rejon Baraniej Góry rozbito obóz. Postawiono trzy wigwamy. Po spożyciu posiłku przyszedł czas na śpiewy oraz modlitwy. Nazajutrz, mimo nie najlepszej pogody, wyruszyła wyprawa na szczyt Baraniej Góry, który był całkowicie zasłonięty gęstą mgłą. Po kilku godzinach marszu zdobyto szczyt. Wtedy nadszedł czas na posiłek i odpoczynek przed powrotnym, sześciogodzinnym marszem w stronę obozowiska. Do obozu dotarto późnym popołudniem, wśród gęstych kropel deszczu. Każdy z wojowników, zmęczony i zmarznięty, marzył już tylko o odpoczynku w swym wigwamie. Tak oto nastała noc, podczas której Wielki Manitou zesłał mocny wiatr, który najbardziej zaszkodził wigwamowi wojowników Wilcze Łyko i Nocnego Jastrzębia. Po ciężkiej nocy nastał dzień, który jednak także przyniósł deszcz. W jego strugach zaczęto zwijać obozowisko, ponieważ nadszedł czas powrotu do doliny. 

Pierwsze spotkanie plemienia przyniosło nieoczekiwaną zmianę przywódcy duchowego. Wielki Kapłan Twarda Ręka oznajmił wszystkim, że od tej pory zajmie się wyłącznie upiększaniem świątyni Wielkiego Manitou, a opiekę nad całym plemieniem powierza osławionemu Kapłanowi Ogień Kanionu (w języku bladych twarzy ksiądz Marcin). Nowy przywódca spotkał się z wszystkimi wojownikami w wigwamie narad. Po rytualnym wypaleniu fajki pokoju zaczęły się narady. Ustalono, iż od tego momentu plemię Oaza co roku prowadzić będzie modlitwy za duchy zmarłych przodków i dalej śpiewać ku czci Wielkiego Manitou. Tak oto minął następny rok działalności plemienia, którego uwieńczeniem była wyprawa na północne stoki świętych gór, w których uczestniczyła większość plemienia oraz dwie młode wojowniczki ze wspólnoty Dzieci Wielkiego Manitou, z których jedna nosiła imię Szalonej Lwicy. 

Szlak wiódł od miasteczka, które blade twarze nazywają Andrychowem, na szczyt Leskowca. Tam, oczekując na przybycie Nocnego Jastrzębia, wojownicy przeczekali noc. Po jego przybyciu starszyzna plemienia, tj. wojownicy Wilcze Łyko i Nocny Jastrząb oraz squaw Biały Orzeł, Jasny Umysł oraz Słońce Porąbki udali się w miejsce odosobnienia. Tam przygotowali ceremonię mieszania krwi, której miała być poddana piękna i dzielna wojowniczka Szalona Lwica. Po tej uroczystości stała się ona pełnoprawnym członkiem plemienia Oaza. 

W drugim dniu wyprawy, pokonując Łamaną Skałę, wyprawa dotarła do groty, którą Nocny Jastrząb nazywał Grotą Komonieckiego. Poprzez Przełęcz Kocierską, a następnie Isepnicką, wyprawa dotarła do świętej góry Żar. Zanim jednak zdobyto szczyt, duchy grzmotu zaczęły ciskać piorunami, a niebo zakryła wielka, czarna chmura. Wojownicy odśpiewali wtedy pieśń „Gdy na szlaku zaskoczy cię burza, ofiaruj się Jej…”. W tym momencie grzmoty ustały i niebo rozpogodziło się, a ze szczytu góry Żar wojownicy mogli podziwiać wielkość i wspaniałość dzieła Wielkiego Manitou. Wyprawa ta była ostatnią w roku 2001/2002.

Początek roku Wielkiego Manitou 2002/2003 rozpoczął się modlitwą prowadzoną przez kapłana Ogień Kanionu. Nakreślił on również plan działalności plemienia i stwierdził, że aby rozwijać się duchowo, plemię wyruszać będzie w miejsce odosobnienia, aby tam się modlić. Tuż po Święcie Zmarłych rozpoczęto przygotowania do wyjazdu, gdzie przez trzy wschody słońca modląc się i rozmawiając, wojownicy osiągnąć mieli równowagę ducha i zbliżyć się do Wielkiego Manitou. 

Kiedy nastał czas zimy i mrozów, Wielki Kapłan Ogień Kanionu uderzając w bębny dał znak, że czas ruszać do osady, którą blade twarze nazywają Abramów. Przepełnieni siłą i wiarą wynikającą z modlitwy, członkowie plemienia wrócili do doliny. To duchowe odosobnienie uświadomiło im, że poprzez izolację od spraw doczesnych i modlitwę można naprawić w sobie to, co złe. Wielki Kapłan Ogień Kanionu oraz wojownik Wilcze Łyko postanowili, że plemię corocznie wyruszać będzie na modlitwy i tam szukać siły i motywacji do dalszej działalności. 

Rok Wielkiego Manitou 2003/2004 to rok przyjęć do społeczności nowych wojowniczek i wojowników, którzy pragnęli związać się z plemieniem. Przed ich przyjęciem starszyzna udała się na modlitwy. Podczas modłów duchy przodków nadały nowoprzybyłym imiona: Radosna Jutrzenka (Jadzia Szymla), Śpiąca Sowa (Judyta Żygiel), Wielka Człapa (Marcin Baścik), Klapnij Se (Maciek Wykręt). Wielki Kapłan Ogień Kanionu i wojownik Wilcze Łyko zrozumieli, iż czas zreformować działalność wspólnoty. Duża grupa nie była dobrym miejscem na rozważania modlitewne, dlatego postanowili utworzyć stopnie wtajemniczenia. Tak powstały stopień 0 i I Oazy Nowego Życia. Ustalono również, że opiekę nad stopniem zerowym obejmie piękna i dzielna squaw Słońce Porąbki. W stopniu tym postanowiono umieścić wszystkich nowych wojowników, a w stopniu I, prowadzonym przez wojownika Wilcze Łyko, całą starszyznę plemienną. 

W ten sposób plemię modliło się i śpiewało, a przez to formowało swoją osobowość, stając się coraz liczniejszą społecznością. 

Nadeszła pora przygotowań do uroczystości Wielkiej Nocy. Plemię, jak co roku o tej porze, zaczęło baczniejszą uwagę zwracać na przygotowanie ciała i ducha do tego wydarzenia. W trakcie nabożeństw pokutnych dołączyła do plemienia nowa wojowniczka, zamieszkująca do tej pory tereny należące do plemion Kamieńca, zwana przez blade twarze Moniką Glądys. Dotąd zamieszkiwała wigwam swego ojca, pilnowany prze wielkiego psa, pospolicie nazywanego owczarkiem kaukaskim. Postanowiła ona swym talentem wesprzeć wspólnotę, a wojownik Wilcze Łyko wysoko oceniając jej zdolności, przydzielił ją od razu do stopnia I. Przyjęcie do wspólnoty nie oznaczało jednak nadania imienia, a na ten moment dzielna squaw oczekiwać musiała aż aż do trzeciego księżyca przed świętem Wielkiej Nocy. W tym dniu plemię spotkało się na całonocnych modlitwach, a kiedy księżyc był już na środku sklepienia, duchy przodków nadały jej imię – Gwiazda Południa. 

Po uroczystościach Wielkiej Nocy Wielki Kapłan Ogień Kanionu zwołał naradę starszyzny plemiennej, w celu przeanalizowania dotychczasowej działalności. Spotkanie rozpoczęło się w wigwamie kapłana od wypalenia fajki pokoju, po czym głos zabrał wojownik Wilcze Łyko. W pozytywnym świetle ocenił on działalność obu grup, ale zasygnalizował, że aby się rozwijać, trzeba się uczyć. W tym celu za wielką wodę trzeba posłać wojowniczki i wojowników, aby tam pogłębiali swoją wiarę i wiedzę. 

Biały Orzeł i Spokojny Gołąbek stwierdziły, że aby wspólnota Dzieci Wielkiego Manitou mogła lepiej działać, należy choć na dwa wschody słońca opuścić dolinę i udać się w miejsce modlitwy. Wielki Kapłan Ogień Kanionu długo rozmyślał, aż przyznał im rację. Rozkazał, aby wybrać i przygotować do wyjazdu za wielką wodę wojowników i wojowniczki, a squaw Biały Orzeł i Spokojny Gołąbek przygotują wyjazd Dzieci Wielkiego Manitou.

Do wyjazdu na nauki za Wielką Wodę wybrano dzielne squaw: Kwitnący Kwiatuszek, Gwiazdę Południa, Szaloną Lwicę i Radosną Jutrzenkę oraz wojowników: Nocnego Jastrzębia, Klapnij Se i Wielką Człapę. Rozpoczęli oni przygotowania do wyjazdu. 

7 dni przed uroczystościami Nocy Świętojańskiej społeczność plemienia spotkała się na uroczystych modlitwach dziękczynnych, które miały zakończyć czas pracy, a rozpocząć czas odpoczynku. 

Przed świętem plonów wojownik Wielka Człapa przybył do wojownika Wilcze Łyko i oznajmił, iż serce Radosnej Jutrzenki zostało złamane, a żaden szaman nie może go uleczyć. Uleczyć może ją tylko skalp bladej twarzy, zawieszony na jej delikatnej szyi. Wilcze Łyko i Wielka Człapa postanowili pomóc Radosnej Jutrzence. Zwołano naradę plemienia, na której wybrano wojowników, którzy przejść mieli morderczą drogę zwaną „Szlakiem łez”, by tam szukać uzdrowienia dla swej towarzyszki. Do wojowników Wilcze Łyko i Wielka Człapa dołączył wojownik Klapnij Se oraz dzielne squaw Jasny Umysł i Gwiazda Południa. Odpowiednio wyposażeni wsiedli do żelaznego konia, którego blade twarze nazywają pociągiem i ruszyli do osady zwanej przez nich Zwardoniem, by stamtąd rozpocząć wędrówkę po szlakach przodków. 

W Zwardoniu wojownicy zobaczyli góry tak wysokie i niedostępne, że ich widok ich przeraził. Modlitwa do Wielkiego Manitou dodała im jednak odwagi i otuchy. 

Zbyt ostre słońce utrudniało wspinaczkę na szczyt Wielkiej Raczy i zmuszało do częstych odpoczynków. Po wielu godzinach marszu wyprawa dotarła na szczyt, z którego rozciągał się piękny widok i ukazała droga, którą wojownicy mieli jeszcze do pokonania. Tam wojownicy zarządzili dłuższy odpoczynek i posilili się przed dalszym marszem na przełęcz Przegibek. Gdy tam dotarli, zapadał już zmierzch. Wojownicy Wilcze Łyko, Wielka Człapa i Klapnij Se zaczęli budować wigwam, który miał chronić wszystkich przed duchami nocy, a Jasny Umysł i Gwiazda Południa przygotowały gorącą strawę. Po spożyciu posiłku i wypiciu wywaru z liści, pospolicie nazywanego herbatą, nadszedł czas na wieczorne modlitwy. 

Następny dzień przywitał wojowników piękną, słoneczną pogodą. Zwinęli więc wigwam, zjedli posiłek i omówili trasę dalszego marszu. Trasa ta była wyjątkowo ciężka, ale wszyscy byli zdania, że dalej trzeba iść tropem bladych twarzy. Po porannych modlitwach wyruszyli więc na „Szlak łez”, dźwigając na plecach wigwam i prowiant i pilnie wypatrując góry o nazwie Krawców Wierch, oddalonej o około 12 godzin marszu. Po drodze wojownicy mijali dzikie, ale pokojowo nastawione plemiona mieszkańców tych terenów, którzy ostrzegali ich przed siejącym przerażenie niedźwiedziem, zwanym Ursusem. Gwiazda Południa i Jasny Umysł, znające mowę tubylców, zapewniły ich jednak, że wcale się nie boją tego dzikiego stworzenia, co najwyżej zrobią sobie z jego skóry futro na zbliżającą się zimę. 

Idąc tropem bladych twarzy i szukając śladów niedźwiedzia grupa pokonała połowę drogi, prowadzącej na Krawców Wierch. Wtedy wojownik Wilcze Łyko zarządził dłuższy odpoczynek, co szczególnie spodobało się wojownikowi Klapnij Se, ale zdenerwowało Wielką Człapę, który stwierdził, że ich powolny marsz spowoduje, że do celu dotrą za trzy wschody słońca. Te słowa bardzo zdenerwowały wojowniczki, które od tej pory tylko czekały, aby go oskalpować. 

Po krótkim postoju wyruszono dalej, a tempo marszu dyktował idący z przodu Wielka Człapa. Tak minęły następne godziny, po upływie których wojowników znów zaczęło ogarniać zmęczenie, które zmuszało ich do coraz częstszych postojów, na które bał się już narzekać wojownik Wielka Człapa, gdyż piękne squaw tylko spoglądały na jego bujną czuprynę. Kiedy duchy ciemności zaczęły wypierać z gór światłość dnia, wyprawa dotarła wreszcie na piękne łąki Krawcowego Wierchu. Wszyscy byli ogromnie zmęczeni, a Jasny Umysł stwierdziła, iż nie ma nawet siły poprawić swych zwykle idealnie ułożonych włosów. Wszyscy jednak ostro wzięli się do przygotowywania obozu i wieczornego posiłku. Wzmocnieni gorącym posiłkiem i kąpielą poczuli się znacznie bardziej ożywieni. Po ułożeniu się do snu piękne squaw zapewniły wojownika Wielką Człapę, iż jeszcze tej nocy nie zostanie oskalpowany i może spokojnie spać. Myśli wszystkich zostały skierowane do Wielkiego Manitou, każdy prosił Go o siłę i wytrwałość na dalszą drogę. 

Trzeci dzień wyprawy rozpoczęto od posiłku i uzupełnienia zapasów wody, po czym wojownicy rozpoczęli modlitwy przed zdobywaniem szczytu. Po modlitwach ruszyli dalej tropem bladych twarzy, w rejon nazywany masywem Pilska. Po sześciu godzinach marszu zarządzono postój u podnóża góry, a wojownicy zaczęli zastanawiać się, czy zdobywać szczyt. W ogromnym upale, bez zapasów wody lecz szczęśliwi, zdobyli jednak Pilsko. Mimo, iż nie wytropili bladych twarzy, to byli jednak ogromnie usatysfakcjonowani, że w tak krótkim czasie udało im się przejść szlakiem przodków. 

Po krótkim odpoczynku wyprawa zaczęła schodzić w dół, do osady zwanej Korbielów, a zamieszkujące te tereny plemiona zafascynowane były zarówno urodą, jak i odwagą Gwiazdy Południa i Jasnego Umysłu. Po zejściu do osady wojownicy spożyli ostatni przed powrotem do swych domów posiłek tej wyprawy. Kiedy dotarli do swej doliny, gorąco przywitała ich babcia wojownika Klapnij Se, która bardzo martwiła się o swego wnusia. 

Rok Wielkiego Manitou 2004/2005 plemię Oaza rozpoczęło od modlitw do Wielkiego Ducha. Jego członkowie dziękowali za otrzymane łaski i prosili o dar zrozumienia dla wszystkich swych braci. Po modlitwach rozpoczęto przywitanie nowych członków plemienia, zwanych dotąd przez blade twarze Asia Fabia, Sabina Oślak, Iza Zeman oraz Asia Kasolik, a Wielki Kapłan Ogień Kanionu wyznaczył miejsce odosobnienia, w którym duchy przodków nadadzą im imiona i nastąpi akt zbratania krwi. Ustalono również, że wojownik Wilcze Łyko będzie zajmował się tylko prowadzeniem śpiewu, a grupy zerowego i pierwszego stopnia poprowadzą zaprawione w licznych bojach piękne i dzielne wojowniczki Słońce Porąbki i Jasny Umysł. 

Mijał czas, w którym nowe wojowniczki podnosiły swoje umiejętności w strzelaniu z łuku, jak również uczestniczyły w śpiewach i modlitwach. 15 dni przed świętem ku czci przodków członkowie plemienia zostali zaproszeni na uroczystości weselne, aby swoim śpiewem upiększyć dzień, w którym piękna i dzielna wojowniczka Gorące Serce (Magda Baścik) postanowiła opuścić wigwam swego ojca i wyjść za mąż za młodego wojownika z sąsiedniego plemienia, zamieszkującego skaliste tereny kamieniołomu w Kozach. Po tych uroczystościach Wielki Kapłan Ogień Kanionu oznajmił, że tuż po Święcie Zmarłych grupa opuści dolinę, udając się na modły do Bukowiny Tatrzańskiej.

Gromadząc zapasy wody i żywności, plemię czekało na dzień rozpoczęcia wyprawy. Wielki Kapłan Ogień Kanionu stwierdził, że młode wojowniczki są już odpowiednio przygotowane do celebracji bratania krwi i dał znak, że czas wyruszyć. Zabierając ze sobą zapasy i ubranie, wyprawa ruszyła. Kiedy słońce było w połowie drogi do swego brata księżyca, plemię dotarło do miejsca wskazanego przez Wielkiego Kapłana. Tam rozpoczęto przygotowanie do celebracji. Wielki Kapłan oznajmił, że godziny, które pozostały do nadania imion młodym wojowniczkom, poprzedzi święte milczenie. Wojowniczki, ubrane w pokutne szaty, w skupieniu oczekiwały chwili, w której starszyzna plemienia uzna ich za pełnoprawnych członków plemienia. Po wielu godzinach oczekiwania Wielki Kapłan uroczyście nadał im imiona: Burzycielka Spokoju (Sabina Oślak), Natchnienie Zawodzia (Asia Fabia), Zagubiona w Bukowinie (Ania Fabia), Jasny Ogień (Asia Kasolik), Tańcząca z Duchami (Iza Zeman). Po nadaniu imion wszyscy zaczęli śpiewać, wychwalając potęgę i dobroć Ducha Wielkiego Manitou. 

Po trzech dniach, spędzonych wspólnie na rozważaniach i modlitwach, plemię wróciło do doliny, wzbogacone siłą wypływającą z wiary, nadziei i miłości.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *